środa, 28 października 2015

301. z soją

Totalny freestyle, i w wykonaniu i w nazwie. Co miałam i uważałam, że się komponuje, to dodałam. Smaczna.

Zmiana czasu mnie dobija, przybija, rozbija i wku$%wia. Zdecydowanie to ostatnie jest najbardziej prawdziwe. Rozpieprza mi całą koncepcję dnia. Oczywiście fajnie się wstaje godzinę później, ale bądźmy szczerzy, po tygodniu organizm już się przyzwyczaja do tego, a już po południu jest przygnębiająco ciemno...

Nie lubię nocy. Dawno przestałam być nastolatką i przestało mnie fascynować chodzenia po zmroku.

No i dochodzi aspekt czysto praktyczny. Kiedy można iść sobie pobiegać? Rano, jak jest przymrozek i podusia krzyczy nie bądź głupia! czy wieczorem kiedy jest już tak zajebi#$cie ciemno, że trzeba by być jednym wielkim odblaskiem, niemalże taką rampą uwaga roboty drogowe! a i tak ktoś może ci z doopy zrobić garaż...

A będzie jeszcze gorzej: jeszcze krótszy dzień, śnieg, wiatr z deszczem, roztopy i przymrozki...


Myślę, ze w Szwecji czy Finlandii albo bym została czekoladoholikiem albo zwykłym pijakiem. Przynajmniej nie było by problemu z bieganiem :) Nie mam tego, co Finowie określają jako sisu. Nie jestem sisu, czyli nie mam aż takiej odwagi, wytrzymałości, hartu ducha i siły woli, która umożliwia przetrwanie w ekstremalnych warunkach, która umożliwia dokańczanie wszystkiego, co się zaczęło...

A może jestem sisu? Może nigdy tego nie odgadnę ...;)


Siłą woli kobieta pokona nawet kamień 
                                               przysłowie fińskie