Dziś w Krakowie było wielkie święto biegaczy. Półmaraton. Biegi masowe, uliczne mają to do siebie, że odbywają się po ulicach. I zazwyczaj wtedy jakaś ulica jest wyłączona z ruchu. Jasne jak słońce. Ale okazało się jak zwykle, że nie dla wszystkich.
Byłam świadkiem jak policjant tłumaczył jakiemuś kolesiowi, że nie da rady przejechać tędy, a koleś upierał się przy swoim. No tak, rozjechać, byle stanęło na jego. Ktoś na nas krzyczał z okna, że robimy hałas biegnąc :)
Już się przyzwyczaiłam, że nie można przyznać się taksówkarzom wożącym z dworca, że będzie się uczestniczyć w tym zamykaniu ulic przez biegających oszołomów. Kiedyś taki jeden z fochem wyrzucił nas ulicę wcześniej, bo przyznałam się radośnie, że my na ten bieg :)
A co do biegu, to był świetnie zorganizowany. Prowadził pięknymi miejscami Krakowa - nawet przez rynek, gdzie bębny zagrzewały do wysiłku! Pogoda była cudowna, a najlepsza była meta. Ktoś, kto to wszytko wymyślił jest wielki! I jakie ładne medale były!
I jeszcze jedno mi się nawinęło...
źródło: http://napieramy.pl
"Pamiętaj - to, co czujesz po dobrym biegu jest o niebo lepsze od tego, co czujesz siedząc i myśląc, że chciałabym biegać." S. Condor
