i nie tylko. Miodzio...
Trzeba chwalić dzieci. Trzeba. Ja dorastałam w systemie, gdzie nie chwaliło się a "pochwałą" był brak nagany. Jak nie zebrało się opieprzu, nie było zastrzeżeń mniejszych lub większych, to znaczy ze było super. Głupie to było. Gdy zaczęłam jeździć autem i wyrobiłam sobie sprawność kierowcy, to kiedyś zabrałam mojego tatę na przejażdżkę. Przez całą drogę nic nie powiedział, a do mamy, wieczorem, przed zaśnięciem wychrypiał "Gdzie ona nauczyła się tak jeździć?" Jak mi mama powtórzyła, to byłam w siódmym niebie. No bez sensu. Jakby nie mógł po prostu powiedzieć coś w stylu: "Świetnie jeździsz córko!" Dlatego ja chwalę :)