To awokado dało mu taki lekko zielony kolor. W oryginalnym przepisie wyglądało to jeszcze bardziej bajerancko ale trzeba by było zostawić awokado ze skórką. Może gdybym miała domowe awokado, to nie bałabym się tak zrobić ale biorąc pod uwagę, że ten owoc przebywa w czasie drogę 6 tygodni zanim znajdzie się w moim koszyku, to jakoś nie wydaje to się pociągające, no bo czymś ta skórka musi być konserwowana. To tak jak cytryny, wiecie dlaczego są takie ślisko-ponętne? Bo są konserwowane specjalnym woskiem z zewnątrz. A ja tak lubię sobie plasterek nieobranej cytryny do herbatki pacnąć ;)
Jest to już zamknięty blog lifestyle'owy. Powstał jako postanowienie noworoczne na 2015 rok. Postanowiłam codziennie jeść jakąś inną zupę - stąd nazwa - a przy okazji co nieco pogadać o codziennym życiu. Ten blog miał mnie motywować, ale jeśli jesteś tu, to zapraszam i dziękuję za Twój czas. Możesz poznać jakiś "zamknięty rozdział" o mnie :)
niedziela, 14 czerwca 2015
sobota, 13 czerwca 2015
164. chłodnik z cukinii&suszonych pomidorów
Kwintesencja dobrego smaku. Dobrze przygotowana cukinia i dobrej jakości pomidory suszone a do tego świeże przyprawy, chciałby się rzec, że z własnego ogródka, ale tylko niestety z własnego parapetu. I dobry nabiał. Mogli by mi tą zupę podać w jakieś nieprzyzwoicie drogiej restauracji :)
piątek, 12 czerwca 2015
czwartek, 11 czerwca 2015
162. botwinkowa
To zupa mojego dzieciństwa i była zarezerwowana dla taty. To znaczy zawsze ją robił mój tata i zawsze nieodłącznie wściekał się, że nie chcemy jej jeść. W smaku była rewelacyjna, tylko chodzi o to że on zawsze tą botwinę wrzucał w całości. I takie farfocle i badyle okręcały się o łyżkę i odechciewało się jeść :) A botwinkowa jest świetna, uwielbiam ją.
Zauważyliście ze coś nie tak jest z tym zdjęciem, że zupa się przelewa z jednego boku? To jest mój "świetny" zapasowy zestaw. Lubię go, ale część talerzy w tej zastawie jest ewidentnie wybrakowana, nie powinna zejść z linii produkcyjnej. Ja w dniu zakupu nie oglądnęłam tych talerzy, zresztą, nie robię tego z wszystkimi kupowanymi rzeczami, bo szału można by było dostać. Parę miesięcy później to zauważyłam, kiedy akurat było potrzeba więcej niż 6 kompletów talerzy i musiałam rozpakować drugi zestaw. Ale to, plus parę doświadczeń z kupowanymi rzeczami przez internet (jednak nie taki rozmiar, nie taki kolor, nie tak wygląda) spowodowało u mnie taka lekką barierę przed kupowaniem przez internet. Wolę oglądnąć. I myślę że dużo ludzi też woli oglądać i przez to jakieś 4 lata temu czytałam o sklepie w Australii, który wprowadził opłatę za wejście i przymierzanie rzeczy bez kupowania. To znaczy, jak przymierzasz rzeczy ale ich nie kupujesz, to jakąś tam symboliczna opłatę uiszczasz, a jak kupisz, jesteś z niej zwolniony. Już wtedy zastanawiałam się, czy w Polsce też ktoś na to wpadnie, ale jak widać na razie nie ma takiej potrzeby.
"...wszystko, co zdarza się raz, może się już nie przydarzyć nigdy, więcej, ale to, co zdarza się dwa razy, zdarzy się na pewno trzeci." P. Coelho "Alchemik"
Zauważyliście ze coś nie tak jest z tym zdjęciem, że zupa się przelewa z jednego boku? To jest mój "świetny" zapasowy zestaw. Lubię go, ale część talerzy w tej zastawie jest ewidentnie wybrakowana, nie powinna zejść z linii produkcyjnej. Ja w dniu zakupu nie oglądnęłam tych talerzy, zresztą, nie robię tego z wszystkimi kupowanymi rzeczami, bo szału można by było dostać. Parę miesięcy później to zauważyłam, kiedy akurat było potrzeba więcej niż 6 kompletów talerzy i musiałam rozpakować drugi zestaw. Ale to, plus parę doświadczeń z kupowanymi rzeczami przez internet (jednak nie taki rozmiar, nie taki kolor, nie tak wygląda) spowodowało u mnie taka lekką barierę przed kupowaniem przez internet. Wolę oglądnąć. I myślę że dużo ludzi też woli oglądać i przez to jakieś 4 lata temu czytałam o sklepie w Australii, który wprowadził opłatę za wejście i przymierzanie rzeczy bez kupowania. To znaczy, jak przymierzasz rzeczy ale ich nie kupujesz, to jakąś tam symboliczna opłatę uiszczasz, a jak kupisz, jesteś z niej zwolniony. Już wtedy zastanawiałam się, czy w Polsce też ktoś na to wpadnie, ale jak widać na razie nie ma takiej potrzeby.
"...wszystko, co zdarza się raz, może się już nie przydarzyć nigdy, więcej, ale to, co zdarza się dwa razy, zdarzy się na pewno trzeci." P. Coelho "Alchemik"
środa, 10 czerwca 2015
161. chłodnik z arbuza&truskawki
Równie pyszny, jak wczorajszy.
Dzisiaj miałam małą niespodziankę na porannym spacerze. Na błoniach, gdzie zwykle ścigają się psy, urzędowały wielbłądy (musicie się mocno wpatrzyć w to zdjęcie, niestety nie mam zmysłu fotografa, siedzą pośrodku w ilości czterech sztuk, przy linii łąki z drzewami). Przyjechał cyrk, chyba mocnym rankiem, bo wszystko się jeszcze rozkładało. I tak sobie od razu pomyślałam, jak życie a walizkach musi być uciążliwe. Ciągle coś nowego, ciągle w drodze, i ciągle to zmęczenie podróżą a jednocześnie musisz dać z siebie wszystko na występie i coś poćwiczyć pomiędzy przedstawieniami. Nie za ciekawa robota by była dla mnie. Ciekawe co oni myślą o tak pracujących jak my? :)
"Niektórzy myślą, że człowiek szedł na pustynię z biedy, bo nie miał innego wyjścia. Ale było akurat odwrotnie. W Turkmenii na pustynię mogli iść ci, którzy mieli stada, a więc bogatsi, koczowanie było przywilejem zamożnych. Przejście do życia osiadłego było dla koczownika zawsze ostatecznością, rodzajem życiowej przegranej, degradacją. Koczownika można osiedlić tylko siłą, przymusem ekonomicznym albo politycznym. Nie zna on ceny, którą można zapłacić za wolność, jaką daje pustynia." R. Kapuściński "Imperium"
Dzisiaj miałam małą niespodziankę na porannym spacerze. Na błoniach, gdzie zwykle ścigają się psy, urzędowały wielbłądy (musicie się mocno wpatrzyć w to zdjęcie, niestety nie mam zmysłu fotografa, siedzą pośrodku w ilości czterech sztuk, przy linii łąki z drzewami). Przyjechał cyrk, chyba mocnym rankiem, bo wszystko się jeszcze rozkładało. I tak sobie od razu pomyślałam, jak życie a walizkach musi być uciążliwe. Ciągle coś nowego, ciągle w drodze, i ciągle to zmęczenie podróżą a jednocześnie musisz dać z siebie wszystko na występie i coś poćwiczyć pomiędzy przedstawieniami. Nie za ciekawa robota by była dla mnie. Ciekawe co oni myślą o tak pracujących jak my? :)
"Niektórzy myślą, że człowiek szedł na pustynię z biedy, bo nie miał innego wyjścia. Ale było akurat odwrotnie. W Turkmenii na pustynię mogli iść ci, którzy mieli stada, a więc bogatsi, koczowanie było przywilejem zamożnych.
wtorek, 9 czerwca 2015
160. chłodnik z arbuza
Został zwycięzcą sporu: czy z arbuza, czy z arbuza i truskawki. Truskawki wylądowały jak śledzie, po obiedzie.
Takie proste działanie. Jak chcę kogoś poznać, to się uśmiecham. Wtedy ten ktoś, w większości przypadków też się uśmiechnie. To oczywiście nie koniec ale dowodzi istnienia reguły wzajemności. Było takie doświadczenie. Pewien profesor wysłał kartki bożonarodzeniowe z życzeniami do grupy absolutnie obcych osób. W rezultacie, praktycznie wszyscy zrewanżowali mu się również przysłaniem życzeń. To mi przypomina, jak gdzieś czytałam historię o różnicach kulturowych pomiędzy Polakami a Szwedami. W Polsce jak kogoś poczęstujesz papierosem, no to jest miło, podziękuje Ci, w Szwecji ludzie poczęstowani chcieli od razu płacić za ten gest jakieś śmiesznie małe pieniądze, żeby tylko nie poczuć, że będą dłużnikami.
"Spłacaj każdy dług tak, jakby sam Bóg wystawił ci rachunek" R.W. Emerson
Takie proste działanie. Jak chcę kogoś poznać, to się uśmiecham. Wtedy ten ktoś, w większości przypadków też się uśmiechnie. To oczywiście nie koniec ale dowodzi istnienia reguły wzajemności. Było takie doświadczenie. Pewien profesor wysłał kartki bożonarodzeniowe z życzeniami do grupy absolutnie obcych osób. W rezultacie, praktycznie wszyscy zrewanżowali mu się również przysłaniem życzeń. To mi przypomina, jak gdzieś czytałam historię o różnicach kulturowych pomiędzy Polakami a Szwedami. W Polsce jak kogoś poczęstujesz papierosem, no to jest miło, podziękuje Ci, w Szwecji ludzie poczęstowani chcieli od razu płacić za ten gest jakieś śmiesznie małe pieniądze, żeby tylko nie poczuć, że będą dłużnikami.
"Spłacaj każdy dług tak, jakby sam Bóg wystawił ci rachunek" R.W. Emerson
poniedziałek, 8 czerwca 2015
159. chłodnik z kiełkami z czarnej rzepy
Świetny, wyraźny smak. Extra! Jestem w ogóle pozytywnie zaskoczona smakami chłodników, jakie cuda można wyczarować. Przyznaję, że praktycznie każdy to dla mnie nowy ląd, nie rozumiem dlaczego u mnie w domu nie korzystało się z magii tej potrawy. I z tego, co rozmawiam, wszędzie podobnie - brak doświadczeń. A szkoda...
Dziś moja łowna kotka znowu przyniosła mi mysz. Oczywiście zawsze przynosi mi świeże potrawy, dba o świeżość asortymentu. Żeby nie było, że jakieś zdechnięte i nieupolowane. Przynosi, wypuszcza z pyszczka i na moich oczach poluje i zagryza...sama słodycz z niej wtedy wychodzi ;) To tak jakby ktoś jeszcze wątpił, ze kotki to tylko są milusie, jak z reklamy karmy. I tak, miałam już w domu ptaszka (niestety nie dała sobie powiedzieć że go wypuścimy, biedactwo, zagryzła mu szyję w moich rękach a mnie podrapała), kilka jaszczurek, wielkie nie wiadomo co, co weszło pod lodówkę i trzeba było robić niemalże ewakuacje domu, kilkanaście kretów (wtedy potrafi nie wrócić do domu dwa dni, siedzi i poluje), oraz niezliczone stado myszy. Już były wszystkiego koloru. Najwięcej jest brązowych z paskiem na plecach biegnącym po kręgosłupie. Kiedyś pogniewałam się na nią, więc w ramach przeproszenia pod drzwiami na wycieraczce znalazłam cztery białe myszki, już zagryzione i poukładane jak do spania, równo, prawie symetrycznie odstępy były. I jak tu nie docenić takiego prezentu od losu, jakim jest moja kotka?
"Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: albo tak, jakby nic nie było cudem, albo tak, jakby cudem było wszystko" A. Einstein
Dziś moja łowna kotka znowu przyniosła mi mysz. Oczywiście zawsze przynosi mi świeże potrawy, dba o świeżość asortymentu. Żeby nie było, że jakieś zdechnięte i nieupolowane. Przynosi, wypuszcza z pyszczka i na moich oczach poluje i zagryza...sama słodycz z niej wtedy wychodzi ;) To tak jakby ktoś jeszcze wątpił, ze kotki to tylko są milusie, jak z reklamy karmy. I tak, miałam już w domu ptaszka (niestety nie dała sobie powiedzieć że go wypuścimy, biedactwo, zagryzła mu szyję w moich rękach a mnie podrapała), kilka jaszczurek, wielkie nie wiadomo co, co weszło pod lodówkę i trzeba było robić niemalże ewakuacje domu, kilkanaście kretów (wtedy potrafi nie wrócić do domu dwa dni, siedzi i poluje), oraz niezliczone stado myszy. Już były wszystkiego koloru. Najwięcej jest brązowych z paskiem na plecach biegnącym po kręgosłupie. Kiedyś pogniewałam się na nią, więc w ramach przeproszenia pod drzwiami na wycieraczce znalazłam cztery białe myszki, już zagryzione i poukładane jak do spania, równo, prawie symetrycznie odstępy były. I jak tu nie docenić takiego prezentu od losu, jakim jest moja kotka?
"Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: albo tak, jakby nic nie było cudem, albo tak, jakby cudem było wszystko" A. Einstein
Subskrybuj:
Posty (Atom)
