I jest wyżera. Jeszcze chciałam coś innego dodać, ale to zrobię następnym razem.
Wzięłam sobie w ręce książkę dotyczącą doboru kolorów, no bo jak wiadomo kolory w otoczeniu to podstawa. Chociaż tak naprawdę to nie wiem, po co mi ona, jak coś to i tak wybiorę z obecnie modnych, a nie będę zastanawiać się czy to, co napisali, to mi będzie pasować, do tego, co obecnie kupiłam. Ale książka jest fachowo wydana i na końcu znajduje się słowniczek. I tak można się dowiedzieć co to jest trompe l'oeil lub też tonalna wartość. Ale najbardziej rozwalają mnie opisy pod zdjęciami w stylu "ten oryginalny hol wejściowy pełen jest interesujących linii i kształtów. To rodzi dylemat, czy zastosować w nim gamę barwną, która ujednolici całe wnętrze, czy też za pomocą kolorów przyciągnąć uwagę do rozmaitych jego elementów"...jesuuu, czy nie można normalnym językiem? Kiedyś namiętnie oglądałam programy o wystroju wnętrz i remontach, najczęściej na Domo+. No i te, które oglądałam, na pewno nie były prowadzone tak beznadziejnie wzniosłym językiem. Do dupy taki poradnik, który jak czytasz, to musisz tłumaczyć z polskiego na polski. Ale nie, trzeba napisać tak pogmatwanie, żeby inni nie mieli wątpliwości, że jesteś extra specjalistą od tego tematu - normalnie jak książka do wyższej matematyki :)
"Jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić - to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz" A. Einstein
Jest to już zamknięty blog lifestyle'owy. Powstał jako postanowienie noworoczne na 2015 rok. Postanowiłam codziennie jeść jakąś inną zupę - stąd nazwa - a przy okazji co nieco pogadać o codziennym życiu. Ten blog miał mnie motywować, ale jeśli jesteś tu, to zapraszam i dziękuję za Twój czas. Możesz poznać jakiś "zamknięty rozdział" o mnie :)
czwartek, 7 maja 2015
środa, 6 maja 2015
126. bakłażan w biało-zielonej warzywnej oprawie
Brzmi jak z pięciogwiazdkowej restauracji? Bo tak ma brzmieć - przecież TO ugotowałam JA ;)) Generalnie lekkostrawna, wegetariańska przyjemność.
Wiecie że jest taka zasada, że aby odnieść w czymś perfekcję, być takim masterem-extra specjalistą-macherem-magikiem, to należy przećwiczyć w sumie aż 10 000 godzin na robieniu tej rzeczy? Czyli trochę matematyki: decydujemy się na godzinę dziennie, to wychodzi (10 000:365) około 27 lat. No to kiepsko. Powiedzmy, robimy dniówkę, czyli plus minus 8 godzin, no to już wyszło lepiej, bo jakieś 3,4 roku. No ale tak dzień w dzień? Trochę kiepsko, trzeba by jeszcze inaczej to rozplanować, żeby się nie wypalić. Jakkolwiek bym nie liczyła, to niestety, w obecnym roku i tak pewnie perfekcji w zupach nie osiągnę :) A wydawało mi się, że już weszłam na poziom super plus zaawansowania, a tu dupa ;)
"Wszystko jest możliwe, a co nie jest, zajmuje tylko trochę więcej czasu" A. Dahl "Zła krew"
Wiecie że jest taka zasada, że aby odnieść w czymś perfekcję, być takim masterem-extra specjalistą-macherem-magikiem, to należy przećwiczyć w sumie aż 10 000 godzin na robieniu tej rzeczy? Czyli trochę matematyki: decydujemy się na godzinę dziennie, to wychodzi (10 000:365) około 27 lat. No to kiepsko. Powiedzmy, robimy dniówkę, czyli plus minus 8 godzin, no to już wyszło lepiej, bo jakieś 3,4 roku. No ale tak dzień w dzień? Trochę kiepsko, trzeba by jeszcze inaczej to rozplanować, żeby się nie wypalić. Jakkolwiek bym nie liczyła, to niestety, w obecnym roku i tak pewnie perfekcji w zupach nie osiągnę :) A wydawało mi się, że już weszłam na poziom super plus zaawansowania, a tu dupa ;)
"Wszystko jest możliwe, a co nie jest, zajmuje tylko trochę więcej czasu" A. Dahl "Zła krew"
wtorek, 5 maja 2015
125. kurczak z kaszą jęczmienną i zielonymi warzywami
Tak, to znowu jest zdecydowane mniam :)
Czy boicie się latać samolotem? Ja w swoim życiu nie latałam oszałamiająco często, tak aby ten mój lęk nie dawał mi spać po nocach. Ale na pewno nie wybrałam bym latania jako preferowanego stylu przemieszczania się, a jakbym zobaczyła Malaysia Airlanes, to już bym uciekała - to chyba u nich dwa samoloty zaginęły bezpowrotnie...Jest taka usypiająca stronka www. flightradar24.com, gdzie można zobaczyć w jakim obecnie położeniu są wszystkie większe samoloty na świecie. Oczywiście mówimy o samolotach rejsowych, takich ogólnodostępnych, chyba też część prywatnych lotów to obejmuje. Na pewno nie widać tego, co często lata nad moją głową, czyli wojskowe. Szczególnie swego czasu, po bardzo dramatycznych doniesieniach o ukraińskim wewnętrznym konflikcie, skóra mi cierpła, jak widziałam, lub słyszałam te szybowce. No a teraz dla uspokojenia. Podobno nie każda katastrofa lotnicza kończy się śmiercią wszystkich. W 1983 roku był lot nr 143 z Montrealu do Edmonton, gdzie pilotowi skończyło się paliwo, a mimo to wylądował bez większych strat. Czyli...czyli wyjątek potwierdzający regułę. Jeee...
"Pomóż, wspomóż, dopomóż wyjątku czuły odeprzeć tłumne armie reguły" E. Stachura
Czy boicie się latać samolotem? Ja w swoim życiu nie latałam oszałamiająco często, tak aby ten mój lęk nie dawał mi spać po nocach. Ale na pewno nie wybrałam bym latania jako preferowanego stylu przemieszczania się, a jakbym zobaczyła Malaysia Airlanes, to już bym uciekała - to chyba u nich dwa samoloty zaginęły bezpowrotnie...Jest taka usypiająca stronka www. flightradar24.com, gdzie można zobaczyć w jakim obecnie położeniu są wszystkie większe samoloty na świecie. Oczywiście mówimy o samolotach rejsowych, takich ogólnodostępnych, chyba też część prywatnych lotów to obejmuje. Na pewno nie widać tego, co często lata nad moją głową, czyli wojskowe. Szczególnie swego czasu, po bardzo dramatycznych doniesieniach o ukraińskim wewnętrznym konflikcie, skóra mi cierpła, jak widziałam, lub słyszałam te szybowce. No a teraz dla uspokojenia. Podobno nie każda katastrofa lotnicza kończy się śmiercią wszystkich. W 1983 roku był lot nr 143 z Montrealu do Edmonton, gdzie pilotowi skończyło się paliwo, a mimo to wylądował bez większych strat. Czyli...czyli wyjątek potwierdzający regułę. Jeee...
"Pomóż, wspomóż, dopomóż wyjątku czuły odeprzeć tłumne armie reguły" E. Stachura
poniedziałek, 4 maja 2015
124. z trójkolorowym ryżem
Bardzo delikatna, wiosenna. Szkoda, że na zdjęciu nie widać tak dokładnie tego ryżu. Dochodzę już do perfekcji w zagospodarowywaniu własnymi produktami. Wrzucam do garnka to co mam i wychodzą cuda ;)Takie empiryczne udowodnienie, że najprościej jest uwarzyć polewkę.
Muszę się wybrać w końcu na zakupy ubraniowe. Już dalej nie ma co ściemniać, że jestem aż taka oszczędna, lub aż tak przywiązana do tych łachów co mam. Tylko że moim problemem jest, że nie wiem, na co chciałabym się zdecydować, a za bardzo nie mam możliwości wybrzydzania i rozbijania się po galeriach. Już pomijam brak normalnego czasu do oglądnięcia rzeczy, tego, że nie wszędzie z wózkiem da się radę pojechać i nie wszędzie dziecko da radę wytrzymać ale ja po prostu kompletnie nie wiem na co chcę się zdecydować. Zawsze wiedziałam czego chcę, i potrafiłam się decydować niemalże w sekundę. A teraz?! Normalnie rozmemłanie emocjonalne. Teraz mogłabym być taką arabską księżniczką i latać np. do Mediolanu na zakupy, czy gdziekolwiek gdzie mi się zamarzy i robić takie czyszczenie sklepu. A w domu bym dopiero się jakoś starała ogarnąć i przymierzyć to i tamto. Bo tak, jak pisała J. Larson w książce "Woziłam arabskie księżniczki" księżniczka wchodzi do sklepu kiwa na daną rzecz, przemykając koło niej np. torebkę, a obsługa tę torebkę pakuję w każdym odcieniu, wszystkie odmiany, jakie tylko mają. Czyli takie czyszczenie sklepu odchodzi. Tylko po jakiego ciula mi by były te łachy, jakbym i tak nie mogła ani z tym wózkiem do parku pójść, ani w ogóle gdzieś wyjść...no może jakby się mąż zgodził, to by mnie wypuścił gdzieś od czasu do czasu...Wracając do rzeczywistości, muszę się ogarnąć, pojechać, wybrać i coś kupić. I to najlepiej już wczoraj ;)
"Pozbierać jest się dziesięć razy trudniej, niż rozsypać" S. Collins "Kosogłos"
Muszę się wybrać w końcu na zakupy ubraniowe. Już dalej nie ma co ściemniać, że jestem aż taka oszczędna, lub aż tak przywiązana do tych łachów co mam. Tylko że moim problemem jest, że nie wiem, na co chciałabym się zdecydować, a za bardzo nie mam możliwości wybrzydzania i rozbijania się po galeriach. Już pomijam brak normalnego czasu do oglądnięcia rzeczy, tego, że nie wszędzie z wózkiem da się radę pojechać i nie wszędzie dziecko da radę wytrzymać ale ja po prostu kompletnie nie wiem na co chcę się zdecydować. Zawsze wiedziałam czego chcę, i potrafiłam się decydować niemalże w sekundę. A teraz?! Normalnie rozmemłanie emocjonalne. Teraz mogłabym być taką arabską księżniczką i latać np. do Mediolanu na zakupy, czy gdziekolwiek gdzie mi się zamarzy i robić takie czyszczenie sklepu. A w domu bym dopiero się jakoś starała ogarnąć i przymierzyć to i tamto. Bo tak, jak pisała J. Larson w książce "Woziłam arabskie księżniczki" księżniczka wchodzi do sklepu kiwa na daną rzecz, przemykając koło niej np. torebkę, a obsługa tę torebkę pakuję w każdym odcieniu, wszystkie odmiany, jakie tylko mają. Czyli takie czyszczenie sklepu odchodzi. Tylko po jakiego ciula mi by były te łachy, jakbym i tak nie mogła ani z tym wózkiem do parku pójść, ani w ogóle gdzieś wyjść...no może jakby się mąż zgodził, to by mnie wypuścił gdzieś od czasu do czasu...Wracając do rzeczywistości, muszę się ogarnąć, pojechać, wybrać i coś kupić. I to najlepiej już wczoraj ;)
"Pozbierać jest się dziesięć razy trudniej, niż rozsypać" S. Collins "Kosogłos"
niedziela, 3 maja 2015
123. pistacje&czerwona soczewica
Mniam
Dziś był piękny, majowy dzień. Cudowny. Słońce mnie tak zrelaksowało, że nie mam nastroju do pisania czegokolwiek. Delektujmy się ciszą :)
"Jeżeli to, co mówisz, nie jest piękniejsze od ciszy, lepiej zamilcz." W. Schmitt
Dziś był piękny, majowy dzień. Cudowny. Słońce mnie tak zrelaksowało, że nie mam nastroju do pisania czegokolwiek. Delektujmy się ciszą :)
"Jeżeli to, co mówisz, nie jest piękniejsze od ciszy, lepiej zamilcz." W. Schmitt
sobota, 2 maja 2015
122. buraczki&czerwona fasola
Jeszcze dymiący talerz udało mi się sfotografować :)
Chciałam napisać coś innego ale przeczytałam inspirujący wywiad z Lindą Tirado. Polecam - wejdźcie na jej stronę : bootstrapindustries.com. Są tam inne historie. Szczególnie polecam tym, którzy mówią, że w naszym kraju jest źle. Że wszędzie jest zajebisty raj miodem i mlekiem płynący a Polska to jedno wielkie gówno - no tak, wkurwiłam się. Mogę rzucać fuckami i być niewychowaną, bo przecież wszyscy Polacy to świnie i knury, z wszystkimi źle się pracuje, a na zachodzie, a zachodni menadżerowie... to takie anioły. Ja takich rozmów odbyłam tysiące. Przede wszystkim z osobami, które siedzą sobie na ciepłych posadkach i łoj jezu jezu a ja tom biedna ;) A więc podążając za tytułem "American Dream nie działa" (Gazeta Wyborcza 30.04.2015r.) w Stanach jest ponad 45mln Amerykanów żyjących poniżej progu ubóstwa, ponad połowa społeczeństwa nie ma żadnych oszczędności i żyje od pensji do pensji, przyjmując taką rzeczywistość, że jak coś się stanie, to za miesiąc-dwa będą niewypłacalni. Wiele pracuje w dwóch pracach, i mimo tego, nie są w stanie spłacić swoich zobowiązań. Jak zbankrutujesz, to koszty medyczne i kredyt studencki i tak są wyłączone spod ustawy o bankructwie. A żeby było smieszniej, lub też bardziej tragicznie, to wczoraj oglądałam prześmiewczy "Wieczór z Johnem Oliverem" (uwielbiam go), w którym było o tanich ubraniach z naszych-ich cudownych sieciówek (np. H&M). No proszę, dlaczego są takie tanie u nich, bo nas to już wcale nie tak bardzo - no bo połowa krajów trzeciego świata (w tym dzieci) zapycha na ten luksus. To też temat odrębny i jak najbardziej wkurzający. Wracając do L.Tirado, Pani napisała "Dlaczego podejmuję okropne decyzje. Kilka uwag o biedzie." Polecam to poczytać plus te parę zdań z artykułu:
"Bycie biednym oznacza, że nawet jeśli wydajesz swoje pieniądze najrozsądniej, niestarczy ci na wszytko.[...] Pracowałam w Burger Kingu, byłam w zaawansowanej ciąży i w porze lunchu, pewna kobieta zamówiła cheeseburgera bez musztardy. Dostała kanapkę z musztardą i była wściekła, wiec przyniosła ją z powrotem. Przeprosiłam i powiedziałam że dostanie nową - tyle że ta też była z musztardą. Nie nadążaliśmy. Podeszła więc do lady i mówiąc "Ty pieprzona głupia suko, nawet musztardy nie potrafisz ogarnąć", rzuciła we mnie tym cheesburgerem. W kolejce czekało jakieś 20 osób i żadna nie odezwała się w mojej obronie. [...] obsłużyłam potem tę dwudziestkę, cała w tej pieprzonej musztardzie. [...] Każdy z moich przyjaciół doświadczył podobnej sytuacji przynajmniej raz."
Chciałam napisać coś innego ale przeczytałam inspirujący wywiad z Lindą Tirado. Polecam - wejdźcie na jej stronę : bootstrapindustries.com. Są tam inne historie. Szczególnie polecam tym, którzy mówią, że w naszym kraju jest źle. Że wszędzie jest zajebisty raj miodem i mlekiem płynący a Polska to jedno wielkie gówno - no tak, wkurwiłam się. Mogę rzucać fuckami i być niewychowaną, bo przecież wszyscy Polacy to świnie i knury, z wszystkimi źle się pracuje, a na zachodzie, a zachodni menadżerowie... to takie anioły. Ja takich rozmów odbyłam tysiące. Przede wszystkim z osobami, które siedzą sobie na ciepłych posadkach i łoj jezu jezu a ja tom biedna ;) A więc podążając za tytułem "American Dream nie działa" (Gazeta Wyborcza 30.04.2015r.) w Stanach jest ponad 45mln Amerykanów żyjących poniżej progu ubóstwa, ponad połowa społeczeństwa nie ma żadnych oszczędności i żyje od pensji do pensji, przyjmując taką rzeczywistość, że jak coś się stanie, to za miesiąc-dwa będą niewypłacalni. Wiele pracuje w dwóch pracach, i mimo tego, nie są w stanie spłacić swoich zobowiązań. Jak zbankrutujesz, to koszty medyczne i kredyt studencki i tak są wyłączone spod ustawy o bankructwie. A żeby było smieszniej, lub też bardziej tragicznie, to wczoraj oglądałam prześmiewczy "Wieczór z Johnem Oliverem" (uwielbiam go), w którym było o tanich ubraniach z naszych-ich cudownych sieciówek (np. H&M). No proszę, dlaczego są takie tanie u nich, bo nas to już wcale nie tak bardzo - no bo połowa krajów trzeciego świata (w tym dzieci) zapycha na ten luksus. To też temat odrębny i jak najbardziej wkurzający. Wracając do L.Tirado, Pani napisała "Dlaczego podejmuję okropne decyzje. Kilka uwag o biedzie." Polecam to poczytać plus te parę zdań z artykułu:
"Bycie biednym oznacza, że nawet jeśli wydajesz swoje pieniądze najrozsądniej, niestarczy ci na wszytko.[...] Pracowałam w Burger Kingu, byłam w zaawansowanej ciąży i w porze lunchu, pewna kobieta zamówiła cheeseburgera bez musztardy. Dostała kanapkę z musztardą i była wściekła, wiec przyniosła ją z powrotem. Przeprosiłam i powiedziałam że dostanie nową - tyle że ta też była z musztardą. Nie nadążaliśmy. Podeszła więc do lady i mówiąc "Ty pieprzona głupia suko, nawet musztardy nie potrafisz ogarnąć", rzuciła we mnie tym cheesburgerem. W kolejce czekało jakieś 20 osób i żadna nie odezwała się w mojej obronie. [...] obsłużyłam potem tę dwudziestkę, cała w tej pieprzonej musztardzie. [...] Każdy z moich przyjaciół doświadczył podobnej sytuacji przynajmniej raz."
piątek, 1 maja 2015
121. ze świeżych gruntowych ogórków
Smaczna, lekka, łakoma, mogłoby się ją jeść codziennie. Trudno o lepszą rekomendację ;) W zasadzie powinnam napisać tylko "z gruntowych ogórków" albo "ze świeżych ogórków", tak czy inaczej, pewnie jeszcze będę robić ze szklarniowych.
Dziś 1szy maja. Święto Pracy. Ja jestem z pokolenia, które pamięta jeszcze pochody pierwszomajowe. Zawsze dziwiłam się rodzicom, ze nie chcą na to chodzić, to była taka super zabawa dla dziecka. Baloniki, serpentynki, ludzie się śmiali, mnóstwo kolorowych banerów. Pochodów przez moje miasteczko było kilka. Kiedyś mama mojej koleżanki wzięła mnie i ją na taki pochód. Pamiętam tylko jakieś takie w miarę zabawowo-pozytywne odczucia. Pamiętam śmiech jej mamy. Dlatego byłam mocno zdziwiona jak po przemianie ustrojowej, w jakiejś takiej mało znaczącej rozmowie usłyszałam od tej samej osoby, że to było nudne, głupie i w ogóle nie lubiła tam być. No hello, może dzieci mają inną percepcję ale coś tam pamiętają :)
Kiedyś kupiłam miesięcznik Znak, bo cały był pod intrygującym tytułem "Praca". I w owym było faktycznie mnóstwo artykułów-wywiadów z osobami wypowiadającymi się na tematy pracy jako narzędzia chociażby budowania wspólnoty w demokratycznym i liberalnym ustroju. Czy w naszej gospodarce, wolnorynkowej gospodarce, jest miejsce na współprace, czy tylko na rywalizację. Bo jak wiadomo w socjalizmie zupełnie inaczej postrzegano pracę, niż dziś. No i co zrobić z brakiem pracy? Tak czy inaczej zamieszczam ciekawy cytat, wypowiedź pana J. Wasilewskiego:
"W Polsce bezrobocie praktycznie nie występuje jedynie wśród wyższej i średniej kadry kierowniczej, specjalistów i techników. Jednak nawet te grupy pogodzone są z przerwami w zatrudnieniu. Powtarzające się cykle "zajęcie-brak zajęcia" szczególnie dla młodych, nie są tożsame z cyklem praca-bezrobocie. Jeżeli już mówimy o bezrobociu, to o frykcyjnym, polegającym na stosunkowo krótkim, trwającym ok. trzech miesięcy, okresie pozostawania bez zajęcia, poświęconym na znalezienie nowego pracodawcy."
Dziś 1szy maja. Święto Pracy. Ja jestem z pokolenia, które pamięta jeszcze pochody pierwszomajowe. Zawsze dziwiłam się rodzicom, ze nie chcą na to chodzić, to była taka super zabawa dla dziecka. Baloniki, serpentynki, ludzie się śmiali, mnóstwo kolorowych banerów. Pochodów przez moje miasteczko było kilka. Kiedyś mama mojej koleżanki wzięła mnie i ją na taki pochód. Pamiętam tylko jakieś takie w miarę zabawowo-pozytywne odczucia. Pamiętam śmiech jej mamy. Dlatego byłam mocno zdziwiona jak po przemianie ustrojowej, w jakiejś takiej mało znaczącej rozmowie usłyszałam od tej samej osoby, że to było nudne, głupie i w ogóle nie lubiła tam być. No hello, może dzieci mają inną percepcję ale coś tam pamiętają :)
Kiedyś kupiłam miesięcznik Znak, bo cały był pod intrygującym tytułem "Praca". I w owym było faktycznie mnóstwo artykułów-wywiadów z osobami wypowiadającymi się na tematy pracy jako narzędzia chociażby budowania wspólnoty w demokratycznym i liberalnym ustroju. Czy w naszej gospodarce, wolnorynkowej gospodarce, jest miejsce na współprace, czy tylko na rywalizację. Bo jak wiadomo w socjalizmie zupełnie inaczej postrzegano pracę, niż dziś. No i co zrobić z brakiem pracy? Tak czy inaczej zamieszczam ciekawy cytat, wypowiedź pana J. Wasilewskiego:
"W Polsce bezrobocie praktycznie nie występuje jedynie wśród wyższej i średniej kadry kierowniczej, specjalistów i techników. Jednak nawet te grupy pogodzone są z przerwami w zatrudnieniu. Powtarzające się cykle "zajęcie-brak zajęcia" szczególnie dla młodych, nie są tożsame z cyklem praca-bezrobocie. Jeżeli już mówimy o bezrobociu, to o frykcyjnym, polegającym na stosunkowo krótkim, trwającym ok. trzech miesięcy, okresie pozostawania bez zajęcia, poświęconym na znalezienie nowego pracodawcy."
Subskrybuj:
Posty (Atom)